sobota, 15 marca 2014

Rozdział 1


 ''Błędy – wszyscy je popełniamy. Zazwyczaj mamy najlepsze intencje, jak trzymanie czegoś w tajemnicy, by kogoś chronić. Albo chcemy oddalić się od osoby, którą się staliśmy. Czasami nie wiemy nawet, jakie błędy popełniliśmy. Albo odkrywamy to w ostatniej chwili żeby zdążyć wszystko wyprostować. Ale żaden błąd nie zdarza się bez powodu. Daje nam lekcje czegoś, czego w innym wypadku byśmy nie zrozumieli. Można mieć tylko nadzieję, że więcej nie popełnimy tego błędu. Całe szczęście, że tak się nigdy nie dzieje.''


Z błogiego snu wybudził ją dźwięk budzika. Poszukała go ręką i wyłączyła. Nienawidziła tego nieustannego dźwięku, który każdego dnia wyrywał ją z najpiękniejszego stanu- snu. Przeciągnęła się i usiadła na łóżku. Nadal była nie do końca rozbudzona. Wiedziała jednak, że ma mało czasu na przygotowanie się na spotkanie z Leónem. Coś jej jednak podpowiadało, iż lepiej będzie jak zostanie w domu. 
Wstała a  przez jej gołe stopy stąpające po białej posadzce przeszedł lodowaty dreszcz, który z czasem ustał. Stąpała delikatnie jak baletnica, kiedyś marzyła żeby właśnie nią być. Być delikatną, niezależną, być artystką. Każdy jej krok był wykonywany z taką gracją, że wydawał się kawałkiem choreografii. Miała nadzieję, że już niedługo zostanie przez kogoś zauważona. Nie uważała, iż jest to nierealne marzenie. Była z natury optymistką i wierzyła, że wszystkie zachcianki mogą się spełnić. Wierzyła w to gdyż tak ją wychowano. Zawsze miała co chciała, każdą rzeczą przekupywano jej delikatną osobę. Została wychowana przez pracoholików, nie rodziców. Nigdy nie bywali w domu pracowali, imprezowali. Była zdana na siebie. Przez to nauczyła radzić sobie sama. Mimo tego, że zawsze miała wszystko co chciała, nie była rozpieszczonym bachorem, który nie umie sobie sam zawiązać butów. Była odpowiedzialna i wiedziała, że nie można działać pochopnie. Jednak nadal nie traciła nadziei. To było coś, co wpajano jej od najmłodszych lat. Cokolwiek by się nie działo- nie można jej tracić.
Podeszła z gracją do drzwi wielkiej garderoby. 
Rozchyliła je delikatnie i zobaczyła rząd pięknych sukienek, szafkę pełną butów na obcasie. Jednak najbardziej z tego wszystkiego kochała ten zapach, który wypełniał to pomieszczenie. 
Miała z nim wiele wspomnień, między innymi jej pierwszy pocałunek. Uśmiechnęła się na to wspomnienie i podeszła do wieszaków z sukienkami. Zapowiadał się słoneczny dzień, dlatego też wybrała białą, koronkową sukienkę z czarnym, skórzanym paskiem. Zawsze ją lubiła, bo to ją miała na swojej pierwszej randce z Leónem. Przyłożyła ją do swojego ciała i okręciła się wokół.
Znowu poczuła piasek między palcami, słońce które ogrzewało jej opaloną twarz i jego miękkie wargi, całujące delikatnie jej szyje. To był najpiękniejszy moment w jej życiu. Nigdy nie zapomni tej wody, która obmywała jej stopy i ciepłego wiatru mierzwiącego jej włosy. 
Nagle przystanęła. Nie miała dużo czasu. Musiała już zacząć się przygotowywać. Wybrała jeszcze białe balerinki wręcz stworzone do sukienki. Włożyła tylko jeszcze srebrny pierścionek z małym diamentem, który dostała od Leona na ich rocznice. Nosiła go na szczęście, zawsze na małym palcu. Spojrzała jeszcze raz na siebie w lustrze, była piękna, a jej długie blond włosy opadające na koronkową sukienkę dodawały jej tylko większego uroku. Jej brązowe oczy, w których można było się utopić, sprawiały, że wyglądała jeszcze piękniej. Spakowała do torebki komórkę oraz kilka mniej potrzebnych rzeczy i wyszła powoli z pokoju. Wzięła do ręki jabłko, po czym pędem wybiegła z domu. Miała jeszcze pół godziny, jednak droga do wyznaczonego miejsca spotkania zajmowała dwadzieścia minut.
Słońce dzisiaj grzało niesamowicie, jednak mimo to wszyscy, których spotykała na ulicy byli uśmiechnięci i pełni życia. Zupełnie jak ona. 
Była kwiatem tego miasta, rozkwitała z każdą minutą, z każdym dniem.
Białą lilią, wyjątkiem, białym krukiem, unikatem. 
Nie znajdziesz podobnej osoby chociaż przeszukałbyś cały świat. 
O tak różnych cechach charakteru, które po mimo pozorów tworzą idealną całość. Była jedyna w swoim rodzaju, idealna. Nikt nigdy nie był choć w jednym procencie taki jak ona. Bo ona była sobą. Nikogo nie udawała. Nigdy nie wkładała maski. Była po prostu naturalna. Kiedy szła ulicą wszyscy się za nią oglądali, co sprawiało, że na jej delikatnej i białej niczym płatek śniegu twarzy, pojawiały się czerwone jak róża wypieki. Nie ukrywała tego, że nachalne spojrzenia kierowane w jej stronę strasznie ją denerwują. Czasem nawet potrafiła wybuchnąć, odkryć inne cechy swojego charakteru. 
Stać się  bardziej pewną siebie ale nadal delikatną Ludmiłą. Dziewczyną, która z wdziękiem potrafiła nakrzyczeć na pierwszego lepszego przechodnia, bo posłał jej znaczące spojrzenie.

***



Miał już wychodzić z domu, jednak ktoś go zatrzymał, ktoś kogo w ogóle by się tu nie spodziewał, ten ktoś zajmował specjalne miejsce w jego sercu. 

Gdy zobaczył jej śliczny uśmiech, który siedział w jego głowie już od paru miesięcy, wiedział że odnalazł zaginiony puzzel, w końcu układanka jest kompletna. Nogi ugięły się pod nim i uśmiechnął się najpiękniej jak tylko umiał. Wiedział, że nie powinien tego robić. W końcu Ona zraniła ich wszystkich. Jednak, kiedy tylko spojrzał w jej czekoladowe oczy stracił kontakt z rzeczywistością. Były takie piękne, takie niewinne, takie smutne. 

Widział, zaschnięte łzy na jej bladych jak ściana policzkach. Wiedział, że się zmieniła- na lepsze. Nie wiedział co powiedzieć, czuł się jakby odebrano mu mowę. Czuł, że cokolwiek powie nie wyrazi jego radości z Jej powrotu. Poza tym w gardle rosła mu ogromna, ognista kula, która strasznie paliła. Nie mógł wydobyć z siebie ani jednego, chociażby najkrótszego, słowa. Jednak Ona- widząc jaką trudność sprawia mu wydobycie chociażby najcichszego dźwięku- odezwała się pierwsza. 

- Wróciłam- powiedziała.- Powiedz, że się cieszysz, chociaż ty. 
Uśmiechnęła się blado, czuła że odpowiedź będzie negatywna i złamie jej serce. A może się myliła? Może coś do niej czuł, odwzajemniał jej piękne uczucie grające w rytm piosenki, zgrane trafiające w nuty, któremu brakowało tylko głosu, który by go poprowadził. Bez Niego była jak kwiat bez wody. Jak piosenka bez melodii. Jak malarz bez pędzla. Bez Niego była niczym. Dlatego też tak obawiała się tej odpowiedzi. Zaledwie jedno zdanie, a może zmienić wszystko. W napięciu oczekiwała na odpowiedź.
Widział, że w jej oczach gościły łzy. Obwiniał się za to. 
Próbował coś powiedzieć. 
Rozchylił swoje gorące jak lawa wargi, był już tak blisko, jeszcze chwila i uraczy ją swoimi słowami. 
Już miał powiedzieć, że tęsknił. Już miał powiedzieć, że bardzo martwił się o nią. Miał jej powiedzieć to wszystko, ale w ostatnim momencie usłyszeli czyjś krzyk zdumienia. Odwrócili się i zobaczyli Ludmiłę, która patrzyła na nich z rozdziawioną buzią.
- Co ona tu robi?- wydukała wściekła blondynka. 
Jej spojrzenie zmieniło się z radosnego w wściekłe. Wszystkie kolory z jej twarzy wyblakły. 
Nie była sobą. 
Wybuchła. 
Leóna zadziwiło, że mimo tych wszystkich krzyków Ludmiła nadal była pełna gracji i taktu. Niesamowity był jej styl bycia, jej piękne złociste włosy oraz orzechowe oczy. Poczuł ukłucie w sercu na myśl, że zaraz ją opuści. Jednak, kiedy tylko spojrzał na Violettę jeszcze bardziej utwierdził się w swoim przekonaniu.W przekonaniu, że kocha tą drugą mocniej. 
Wiedział, że bez niej znowu odczuwałby pustkę, życie nie było  by już takie samo. 
Znowu zgubiłby swojego puzzla, którego tak długo szukał. 
- León, wytłumaczysz mi to?!- krzyknęła Ludmiła. 
- Wróciłam- odparła cicho Violetta.- Chcę was wszystkich przeprosić. Nie liczę, że od razu znowu staniemy się zgraną paczką, ale... Mam nadzieję, iż chociaż mi wybaczysz- wydusiła. 
- Nigdy- warknęła blondynka. Chwyciła swoją torebkę i ruszyła w stronę drzwi, trzaskając nimi na pożegnanie. 
Nie wiedziała co ma myśleć, kręciło jej się w głowie. 
Zapomniała. 
Jej mózg opanowała jedna wielka czarna dziura, która pochłonęła wszystkie wspomnienia z ostatniej chwili. 
Jak ona śmiała?! Jak ona śmiała tak po prostu wrócić i tak zupełnie zwyczajnie przeprosić?! Myślała, że oni zapomną o całym złu, które ona im wyrządziła?! O tych wszystkich łzach złości i bezsilności, które Ludmiła wypłakiwała w poduszkę? W końcu zdrada boli. A najbardziej zdrada przyjaciółki.
Ale najgorsze było to, że zostawiła ją samą gdy jej najbardziej potrzebowała, gdy przeżywała rozwód rodziców. 
Wyjechała bez słowa, nie odpisywała na SMS'y, maile, listy. 
Ludmiła długo się zbierała po jej utracie. 
Teraz nie pozwoli jej po prostu tu wrócić. 
Odgarnęła włosy za ucho. Wiedziała już co robić. Wiedziała, że nie może pozwolić, by jedna, mała, z pozoru nic nieznacząca osóbka zrujnowała całe jej życie, które musiała sobie ułożyć od nowa po jej wyjeździe. Musiała radzić sobie sama, podczas gdy ona zapadła się pod ziemię. Nie wybaczy jej tego. N-I-G-D-Y.
***

Biegł opustoszałą ścieżką w parku. Przy okazji słuchał swojej ulubionej muzyki. ,,Żyć nie umierać" pomyślał. Uwielbiał biegać. Zwłaszcza, kiedy słońce delikatnie grzało, a na drodze nie było prawie nikogo. Tylko on i muzyka. Od zawsze pomagało mu się to zrelaksować, dlatego też bieganie stało się jego ulubionym zajęciem. Uwielbiał ten spokój i ciszę. 
Biegał nie tylko dla przyjemności ale także po to żeby zapomnieć o problemach, które stawały się jego codziennością. Nie mógł ich zignorować, musiał sobie z nimi radzić. 
Na szczęście nie był sam miał swoich przyjaciół, którzy mu zawsze pomagali a on starał się pomagać im. 
Był im wdzięczny za wszystko co dla niego zrobili. Kochał ich najmocniej na świecie. 

Nie miał pojęcia co by zrobił gdyby ich zabrakło. 
Nagle zamiast ulubionej muzyki usłyszał natarczywy dzwonek telefonu. Zatrzymał się i wyjął komórkę z kieszeni. Spojrzał na ekran. Widniało na nim imię León. Uśmiechnął się pod nosem. Akurat myślał o nim i Ludmile, a tu proszę! Nic więcej nie myśląc- odebrał. 
- Halo?- zaczął. 
- Diego! Dobrze, że odebrałeś. Musimy porozmawiać!- krzyknął do słuchawki wyraźnie zdenerwowany León. 
Wiedział, że musiało stać się coś strasznego. Leon zawsze był opanowany, wszystko najpierw analizował.  
- O co chodzi? 

Spytał nie pewnie, siadając na pobliskiej ławce.
- Violetta się stała- odparł chłopak. - Wróciła- dodał. 
Diego przez chwilę się nie odzywał. Violetta wróciła? Wróciła do nich po tym wszystkim co stało się kilka lat temu. 
- I co w związku z tym?- powiedział w końcu starając się brzmieć naturalnie.
- Lu widziała jak z nią rozmawiam. Nakrzyczała na mnie i gdzieś poszła. Diego, ratuj!- krzyknął zrozpaczony León. 
- Zaraz do niej zadzwonię. Tylko powiedz: w jakim momencie Ludmiła was zobaczyła?
Po drugiej stronie słuchawki przez chwilę zrobiło się cicho. 

- Miałem właśnie odpowiedzieć Violetcie na pytanie- odezwał się po chwili León. 
Diego myślał, analizował każde słowo wypowiedziane przez swojego przyjaciela. Wiedział, że będzie problem z Violettą gdyż znał tajemnicę Leóna. 

- Stary to wpadłeś, coś wymyślę. 
- Spoko, tylko szybko. Lu i tak już jest strasznie wściekła. A tak nie powinno być. Nie powinno. 
- Tak wiem, wiem. Już do niej biegnę. 
- To super- odetchnął z ulgą León, po czym się rozłączył. Diego schował telefon do kieszeni i przypomniał sobie trasę do domu Ludmiły. Po chwili był już w drodze.
Wyłączył muzykę dobiegającą z jego czarnego iPhone'a. Chciał mieć spokój. Musiał przemyśleć to co powie Ludmile, nie chciał jej zranić ależ absolutnie. Chciał jej pomóc tak jak ona jemu. Wiedział, że robi dobrze nie mówiąc jej o tym, że León ją zdradził wolał, żeby to sprawca całego zamieszania wyznał jej to, tak będzie lepiej. Lepiej będzie dla wszystkich. Doskonale wiedział jak straszne jest dowiedzieć się o zdradzie od jakiegoś znajomego. Nim się zorientował był już pod domem Ludmiły.
***


Blondynka siedziała na kanapie i zajadała się swoimi ulubionymi ciastkami. 

Nie wiedziała co ma myśleć. 
Właśnie wróciła dziewczyna, która kilka lat temu postanowiła jak gdyby nigdy nic wyjechać nikomu o tym nie wspominając. Powinna jej nienawidzić, ale w głębi serca na myśl o Violetcie czuła iskrę radości, która powoli rozrastała się i sprawiała, że nienawiść malała.
Usłyszała zbliżające się do niej kroki. Wiedziała, ze to któryś z jej przyjaciół tylko oni mieli klucze do jej mieszkania. Obróciła zgrabnie swoja głowę i ujrzała zdyszanego Diego. 
- Co się stało?- spytała zaniepokojona. 
- Biegłem. Nie martw się- odparł chłopak opadając na kanapę. -
 Przyszedłeś gadać o Leónie?- zapytała. 
- Skąd wiesz?- zdziwił się Diego. 
Ludmiła zaśmiała się. 
- Intuicja.
Uśmiechnęła się do niego szczerze i zdjęła nogi na ziemie ustępując miejsca przyjacielowi. Ten rozparł się na kanapie obok niej. Wyczuła, że jest zdenerwowany. 
- León powiedział mi o sytuacji z Violettą. 
- Nic dziwnego- parsknęła. 
- Nie przerywaj mi. Wiesz dobrze, że nie możesz denerwować się taką błahostką. Oni tylko rozmawiali, a ty od razu uciekasz. Pomyśl, czy to ma sens? 
- Nie ma- mruknęła Ludmiła.- Ale widziałam jak On na nią patrzył- wyjaśniła.
Spojrzała przez okno. 
- Diego to boli, on coś do niej czuje jestem tego pewna. Chwyciła jego rękę. - Nie wiem czy to ma sens, czy coś w ogóle ma sens.
- Ale, Lu. Nie martw się, pewnie ci się coś przywidziało. W końcu oni nie widzieli się wieki. Dlaczego tak ostro zareagowałaś?
- Nic mi się nie przewidziało i ty dobrze o tym wiesz! - krzyknęła podnosząc się z kanapy. 
- Usiądź, myślę ze musisz porozmawiać z Leonem.
- Raczej to on powinien mi coś wyjaśnić- mruknęła zakładając ręce na piersi.- Nie uważasz?- dodała.
-Ludmiło wytłumacz mi coś, czy ty o wszystkim wiesz? Czy tylko tak myślisz?- Spojrzał głęboko w jej czekoladowe oczy.

- O co ci chodzi?- zapytała zdziwiona. Czasami nie rozumiała swojego przyjaciela. Od czasu do czasu mówił strasznie dziwne rzeczy. 
Spojrzał na nią dziwnie i odetchnął z ulga, przyprawiając dziewczynę o nowe strapienie. Wiedziała, że Diego coś wie tylko co? 
- Mam wrażenie, że nie mówisz mi o wszystkim- powiedziała lustrując go wzrokiem. 
- Lu, no coś ty.- Położył sobie rękę na karku.- Ja miałbym ciebie okłamywać? 
- Cóż, tak mi się wydaje. Możesz mi zaufać.
Widział i czul to. Nie może tak postąpić. To jest złe ale będzie jeszcze gorzej jeśli dowie się tego od niego.

Czul, ze postępuje źle, ale wiedział ze będzie gorzej gdy dziewczyna dowie się o tym od niego.
Przełknął głośno ślinę. 
- Tylko ci się wydaje. Nic przed tobą nie ukrywam. Jestem otwartą książką.- Rozłożył ręce.- Naprawdę, mówię ci wszystko- skłamał. 
Z każdym słowem czuła, jakby wbijał jej nóż w plecy. Ale nie chciał pogorszyć relacji między nią a Leónem. Wiedział jednak, że tym samym burzy przyjaźń między nimi. W końcu dowie się prawdy, a wtedy od razu na niego nawrzeszczy. Robił jednak wszystko, żeby kryć przyjaciela.
-No cóż wierzę ci. Uśmiechnęła się do niego szczerze. - Chcesz coś zjeść? Właśnie miałam zamawiać. 
- A wiesz co chętnie, dzisiaj cały dzień poświęcę mojej najlepszej przyjaciółce pod Słońcem.
Zarumieniła się. 
- A ja chętnie spędzę go z najlepszym przyjacielem- zaśmiała się. 
- No widzisz jak się zgraliśmy- odpowiedział posyłając jej przy tym ciepły uśmiech.
---
Tutaj znowu Charlotte i Vanill, Vanill i Charlotte!
Dzisiaj mamy dla Was rozdział 1.
Zachęcamy do czytania i czekamy na opinie odnośnie rozdziału:).
To tyle z naszej strony.  
Pozdrawiamy!:)
Charlotte i Vanill.

wtorek, 11 marca 2014

Prolog




Słoneczne Buenos Aires, ptaki ćwierkają, morze szumi.
Pewnie zwykły człowiek przystanął by na chwilę i wsłuchiwał się w piękne dźwięki natury ale nie oni.
Ciągle w biegu, od imprezy do imprezy, jedynym przystankiem jest szkoła po mimo jej groźnej nazwy i tego, że jest prywatna. Wszyscy ją uwielbiają, ma w sobie to coś i to nie jest to, że jest najlepsza w całej Ameryce, ta szkoła ma ich.

Mogłoby wydawać się, że to dziwne. Szkoła, którą lubią uczniowie. Jednak to wcale nie dziwne. To dzięki niej są tym, kim są. To dzięki niej zyskali taki szacunek. To dzięki niej mają wszystko.To dzięki niej poznali siebie...

Violetta stała na lotnisku z paszportem w ręku. W głowie układała sobie już przeprosiny dla swoich przyjaciół. Nadal nie mogła uwierzyć, że zrobiła  im takie świństwo a później uciekła jak jeden wielki tchórz. Jednak nie cofnie już czasu. Nie zmieni już niczego co zrobiła. Westchnęła. Bała się momentu, w którym prawda wyjdzie na jaw. Usłyszała ostateczne wezwanie do odprawy. Spojrzała po raz ostatni na swoje miasto. Miasto, które przez kilka miesięcy było jej zastępczym domem, z dala od rodziny zdana sama na siebie.
Ewidentnie ją to zmieniło, stała się inną osobą nie upijała się już do nie przytomności, rzuciła papierosy, wszystko wraca do normy. Tylko czy to znowu się nie zacznie? To błędne koło nałogów, które wcale nie tak łatwo opuścić. Miała nadzieję, że się ponownie nie zmieni. Że będzie już taka jaka była w tym mieście. Zawsze. Jednak czy czasem już się nie zmieniła? Z rozmyśleń przerwał jej dźwięk telefonu. Mama.
Tęskni za nią, strasznie.
Może była dla niej oschła ale w głębi serca zawsze mocno ją kochała. Nadal kocha. 

 Niepewnie nacisnęła zieloną słuchawkę. - Halo?- odebrała starając się brzmieć obojętnie. - Viola!- krzyknęła do słuchawki jej mama.- Nawet nie wiesz jak się stęskniłam! - Fajnie. Ja jakoś za często o was nie myślę- skłamała. Tak naprawdę zawsze kiedy miała problem, a było to często, zastanawiała się jak zareagowałaby jej mama. Zmieniła się ale jednak musiała zachować pozory. Chciała, żeby było jak dawniej tylko lepiej, o wiele lepiej. Szkoda, że nie może cofnąć cennego czasu, który by wszystko naprawił. Jeden błąd a zniszczył jej cały piękny świat. - Violuś, słuchasz mnie?- usłyszała głos mamy. - Sorry, muszę kończyć. Wiesz... - Tak wiem. Lekcje. Cześć kochanie, zadzwonię później!- przerwała jej. Violetta schowała telefon do kieszeni i chwyciła metalową rączkę szarej walizki. Głęboko odetchnęła. Wiedziała, że gdy przejdzie przez odprawę nie będzie już odwrotu. Odejdzie.
A jej odmieniony świat pozostanie tylko w jej pamięci.
Powróci stara Viola, każdy nerw w jej ciele  o tym mówił.
Miała chwilę, w których się wahała, chciała zostać i to było widać na pierwszy rzut oka. Ale coś ją kusiło, chciała się przekonać, chciała ich znowu zobaczyć...

 Chciała przeprosić ich, dowiedzieć się czy już jej przebaczyli. Coś jej mówiło, że nie warto to robić, że nie chcą jej tam. Jednak coś innego mówiło, że musi ich zobaczyć, przeprosić, przytulić. Chciała, żeby wrócili dawni przyjaciele. 
 Wyciągnęła z torebki zdjęcie, na którym byli oni, każdy kogo dażyła największym uczuciem na świecie. Przejechała po nim palcami a pojedyncza łza spłynęła po jej różowawym policzku. 
 Teraz była pewna. Musi ich zobaczyć. Muszą znowu być zgraną paczką. Otarła łzę i zacisnęła mocniej dłoń na rączce walizki. Powoli ruszyła w stronę odprawy, a każdy krok utwierdzał ją w przekonaniu, że to co robi jest słuszne.
 ***
 Obudził się z myślą, że wszystko będzie tak jak zwykle. Słońce grzało, ptaki śpiewały- zapowiadał się piękny dzień. Coś mu jednak podpowiadało, że coś się wydarzy. Zwyczajny człowiek pewnie, by to zignorował. Ale nie on. On zawsze ufał przeczuciu. Ostatnio nawet nie myliło go ani trochę. Zawsze trafiało w dziesiątkę. Tym razem nawet ON go nie posłuchał. W końcu co mogłoby zepsuć taki cudowny dzień? Nic. Chyba nic.
 Myślał o niej, o tej jednej nocy spędzonej z nią. Cały czas siedziała mu w głowie, chociaż wyjechała. Czuł do niej coś więcej wiedział to od początku ale wypierał to ze świadomości, nie chciał robić przykrości swojej dziewczynie, którą kochał. Właśnie kochał, teraz nie chce jej po prostu zranić. 
 Jednak cichutki głosik w jego głowie mówił mu, że nie może wyrzucić z głowy tej drugiej. Ignorował go jednak, bo wiedział, że jego dziewczyna coś dla niego znaczy. Zmieniła wiele w jego życiu. Musiał jednak zrozumieć, że nie łączy ich ta sama więź co kiedyś. Bolała go głowa, wczorajsza impreza jednak się udała. Cóż było niesamowicie razem z Ludmiłą i Diego byli w klubie, potańczyli, napili się, było super ale jednak coś mu mówiło, że nie jest tak jak ma być, czegoś brakowało. Jeden element układanki zniknął i nie mógł go odnaleźć. To tak jakby całe jego szczęście było jakimiś puzzlami, a jeden, najważniejszy kawałek zniknął. Problem był w tym, że nie wiedział gdzie go szukać.
Przeczesał ręką włosy i powoli wstał z łóżka. Wiedział, że musi już się zbierać. Za godzinę miał spotkanie z Ludmiłą.

Jednak nie wiedział, że ktoś ważny dla niego, tak bezczelnie pokrzyżuje mu plany.

---

Witamy Charlotte i Vanill, Vanill i Charlotte !
Zachęcamy do czytania. 
Chyba tylko tyle mamy do powiedzenia na razie :)
Pozdrawiamy i życzymy miłej lektury !


Charlotte i Vanill